Strona główna
/
Blog
/
Firma kurierska: zysk z zamówienia, a nie z obrotu
Studia przypadków
Usługi

Firma kurierska: zysk z zamówienia, a nie z obrotu

Olena Smolikova
Olena Smolikova
Financial expert at Finmap

„W ciągu miesiąca moja firma realizuje jakieś 3 200 dostaw, obrót sięga niemal 640 000 ₴. A na koniec miesiąca zostaje na koncie jakieś 38 tysięcy. Przez pół roku nie mogłem tego pojąć: zamówień coraz więcej, kurierzy uwijają się jak w ukropie, telefon nie milknie — a pieniędzy brak” — tak zaczął rozmowę Dmytro, właściciel firmy kurierskiej z 14 kurierami.

Znajome? Zleceń góra, dyspozytor ledwo nadąża z odbieraniem telefonów, w czacie kurierów ping za pingiem — „przyjąłem”, „odebrałem”, „dostarczyłem”. Wygląda, jakby biznes szedł w górę. A na koniec miesiąca patrzysz na saldo i nie rozumiesz, gdzie się to wszystko podziało. I pierwsza myśl zawsze ta sama: „potrzebuję więcej zamówień, więcej klientów, jeszcze paru kurierów”. A przecież problem prawie nigdy nie leży w liczbie zamówień.

Problem w tym, że dostawy liczy się jednym workiem. Wszystko, co klienci zapłacili przez miesiąc — do jednego kotła. Wszystko, co poszło kurierom, na paliwo, na naprawy skuterów, na telefony i dyspozytora — z tego samego kotła. A dopóki liczby są zlane razem, nie widzisz prostej rzeczy: jedna dostawa daje ci 80 ₴ na czysto, a druga — minus 40. Obie w raporcie wyglądają tak samo „zrealizowane”. Obie uczciwie uznajesz za pracę. A żywi cię tylko jedna z nich.

Ten artykuł jest o tym, jak rozłożyć firmę kurierską na małe kawałki: na zamówienie, na kuriera, na klienta, na dzielnicę. Żebyś wreszcie zobaczył, co przynosi pieniądze, a co po prostu pali benzynę i tworzy ruch.

Droga założyciela: od jednego skutera do 14 kurierów

Dmytro zaczynał pięć lat temu z jednym skuterem i własnym telefonem zamiast centrali. Woził zamówienia dla dwóch kwiaciarni i małej apteki — sam przyjmował, sam jechał, sam wystawiał rachunki na koniec tygodnia. Pieniądze liczyło się łatwo: ile zarobił w ciągu dnia minus benzyna — co zostało, było jego.

Potem ruszyła poczta pantoflowa. Doszły restauracje, sklepy internetowe z odzieżą, sklep zoologiczny, później niewielka sieć pizzerii. Dmytro zatrudnił pierwszego kuriera, potem drugiego, posadził dyspozytora przy telefonie, założył czat roboczy. Przez cztery lata firma urosła do 14 kurierów — część na skuterach, część na własnych autach, dwóch na rowerach w centrum.

I gdzieś na ósmym–dziewiątym kurierze prosta arytmetyka „zarobił minus benzyna” przestała działać. Zamówień przybyło dziesiątki razy, klientów też, a przejrzystość zniknęła. Dmytro miał wspólny Excel, do którego dyspozytor co wieczór wbijał liczbę dostaw, i miał aplikację bankową, w której widział saldo. Między tymi dwiema liczbami leżała przepaść — i to w niej gubił się zysk.

„Dopóki sam jeździłem na skuterze, czułem każdą hrywnę. A gdy kurierów zrobiło się czternastu, przestałem rozumieć, który z nich mnie żywi, a który po prostu jeździ za mój benzyn”.

Jak naprawdę działają pieniądze w dostawie

Zanim pokażę, co Dmytro zmienił, rozłóżmy na czynniki pierwsze, z czego w ogóle składa się zysk firmy kurierskiej. Bo właśnie tu chowają się wszystkie pieniądze, które „gdzieś znikają”.

Zysk z zamówienia, a nie z obrotu

Obrót 640 000 ₴ brzmi solidnie. Ale obrót to nie twoje pieniądze — to pieniądze, które przez ciebie przeszły. Twoje to marża: to, co zostaje po bezpośrednich kosztach każdej dostawy. A bezpośrednie koszty dostawy to zapłata dla kuriera za nią, paliwo na ten wyjazd i zużycie pojazdu.

Policzmy przeciętną dostawę uczciwie. Klient płaci za nią średnio 200 ₴. Kurierowi oddajesz 110 ₴. Paliwo i zużycie na ten wyjazd — jeszcze jakieś 30 ₴. Zostaje 60 ₴ — i to zanim zapłaciłeś dyspozytorowi, za telefony, za wynajem klitki na magazyn i sobie. Czyli twoja realna marża to nie 200 ₴, tylko 60. I to średnio. Na poszczególnych zamówieniach waha się od plus 90 do minus 40.

Dlatego obrót zwodzi. Rośnie razem z liczbą zleceń — a zysk może przy tym stać w miejscu albo nawet spadać, jeśli wśród nowych zamówień coraz więcej jest niskomarżowych. To właśnie jest ekonomia jednostkowa: ile biznes zarabia lub traci na jednej operacji. Jeśli chcesz zajrzeć głębiej w tę logikę, rozpisaliśmy ją osobno — jak liczyć ekonomię jednostkową małego biznesu. Ale sedno jest proste: dopóki nie znasz marży jednej dostawy, sterujesz po omacku.

Jak płacić kurierowi: od zamówienia czy stawka

Dwa najpopularniejsze modele to płaca od zamówienia i stała stawka za zmianę. Każdy ma swoją pułapkę.

Płaca od zamówienia (na przykład 110 ₴ za dostawę) jest uczciwa, gdy strumień jest równy: kurier zarabia dokładnie tyle, ile zwiózł, a ty nie płacisz za przestój. Ale pcha kurierów do zgarniania łatwych, bliskich zamówień i odmawiania dalekich — bo za kurs na obrzeża płaci się tyle samo, co za dostawę przez ulicę, a czasu i benzyny idzie trzy razy więcej.

Stała stawka (powiedzmy 1 300 ₴ za zmianę) jest wygodna, gdy strumień jest gęsty i równomierny: znasz koszt z góry, a każda dostawa ponad „próg opłacalności zmiany” to już czysta marża. Ale jeśli kurier odjeździł zmianę z dziesięcioma dostawami zamiast dwudziestu, stawkę i tak płacisz — a połowa poszła w próżnię.

Nie ma prawidłowej odpowiedzi „w ogóle”. Jest odpowiedź dla twoich liczb. Dmytro ostatecznie zrobił hybrydę: niewielka stawka za wyjście plus płaca od zamówienia, z dodatkiem za dalekie adresy. Ale doszedł do tego nie „na wyczucie”, tylko licząc marżę osobno dla każdego modelu.

Paliwo i zużycie auta — koszt, który zauważasz za późno

Paliwo jeszcze jakoś widać — płacisz za nie co tydzień. A zużycie pojazdu to koszt-niewidka. Skuter nie psuje się codziennie, ale co kilka tysięcy kilometrów żąda opon, łańcucha, hamulców, oleju, a raz do roku — poważniejszej naprawy. Jeśli nie odkładasz na to co miesiąc, naprawa przychodzi jako „niespodziewany” cios w kasę — choć naprawdę była całkowicie do przewidzenia.

Uczciwy koszt własny dostawy uwzględnia nie tylko benzynę, którą wlałeś dziś, ale i tę umowną dziesiątkę z każdego zamówienia, która osiada na przyszłą naprawę i wymianę pojazdu. Inaczej rysujesz sobie ładną marżę, której naprawdę nie ma.

Gęstość trasy: główna dźwignia zysku

Oto gdzie chowa się największa różnica między dostawą stratną a dochodową. Porównaj dwa wyjazdy.

  • Gęsta trasa. Kurier bierze cztery zamówienia w jednej dzielnicy i rozwozi je w ciągu godziny, na jednym wyjeździe. Klienci zapłacili 4×200 = 800 ₴. Kurierowi poszło 4×110 = 440 ₴, paliwa na całą pętlę — jakieś 50 ₴. Zostało 310 ₴, czyli prawie 80 ₴ z zamówienia.
  • Pojedyncza dostawa na obrzeża. Jedno zamówienie, 12 km w jedną stronę. Klient zapłacił te same 200 ₴. Kurierowi — 110, paliwa — 70, a na ten kurs poszła cała godzina, w ciągu której mógłby rozwieźć cztery bliskie. Marża — 20 ₴, a licząc stracony czas — faktycznie minus.

Obie dostawy w raporcie to „jedno zrealizowane zlecenie”. Ale pierwsza żywi firmę, a druga po cichu ją dojada. Dlatego kluczowa liczba w dostawie to nie liczba zamówień, tylko ile dostaw przypada na jedną godzinę pracy kuriera i na jeden wyjazd. Gęstość trasy. Podniesienie jej o 20% często jest bardziej opłacalne niż zdobycie nowego klienta.

Zamówień przybyło, a pieniędzy ubyło. Właśnie wtedy zrozumiałem, że liczę nie to co trzeba: nie trasy, nie obłożenie, tylko gołe zlecenia.

Szczyt i przestój: za puste godziny też płacisz

Popyt w dostawie jest nierówny. Obiad (12:00–14:00) i wieczór (18:00–21:00) to szczyty — kurierów brakuje, ktoś pracuje „z marszu”. A rano i w gnuśnych godzinach dnia część kurierów po prostu czeka na zamówienia. Jeśli są na stawce, każda pusta godzina to pieniądze, które płacisz za nic. Jeśli na akordzie — to oni przestoją, za to w szczycie brakuje ci rąk i tracisz zamówienia, które idą do konkurencji.

Rozwiązaniem nie jest „zatrudnić więcej kurierów”, tylko dopasować grafik do szczytów: więcej ludzi na obiad i wieczór, mniej — na gnuśne godziny, praca na część etatu na najgorętsze okna. Ale żeby tak planować, trzeba widzieć, kiedy realnie przychodzą zamówienia i ile płacisz za przestój. W jednym wspólnym kotle tego nie widać.

Płatność odroczona klientów: należności, które zjadają kasę

Najbardziej podstępna jest płatność odroczona. Klienci firmowi — apteki, sklepy, restauracje — prawie zawsze chcą pracować „na kredyt”: wozimy cały miesiąc, płatność na koniec. A kurierom płacisz co tydzień, komuś codziennie. Wychodzi, że kredytujesz swoich klientów z własnej kieszeni: pieniądze za dostawy już poszły kurierom i do baku, a od klienta wpłyną dopiero za trzy tygodnie.

Dopóki klientów jest dwóch, da się to znieść. Gdy jest ich dwudziestu, a jeden czy dwóch jeszcze zwleka z zapłatą, wpadasz w klasyczną pułapkę: zysk na papierze jest, a pieniędzy na koncie nie ma. Obrót rośnie, kurierów więcej, a luka gotówkowa głębsza. Należności to nie „klient kiedyś zapłaci”, to twoje zamrożone pieniądze, którymi teraz nie wypłacisz pensji.

Życie przed Finmap

Zanim zrobił porządek, Dmytro żył mniej więcej tak. Te zdania sam rozpozna — i może ty też.

  • „Obrót rośnie co miesiąc, a na koncie ta sama suma. Gdzie się podziewa — nie wiem”.
  • „Nie rozumiem, który klient mi się opłaca. Wozimy dla wszystkich tak samo, a ktoś z nich, podejrzewam, to czysta strata”.
  • „Kurierzy narzekają na dalekie adresy, a ja nie umiem powiedzieć, ile ten adres naprawdę mnie kosztuje”.
  • „Dwa razy w miesiącu brakuje na wypłaty, muszę pożyczać — a klienci niby są mi winni więcej”.
  • „Dyspozytor prowadzi Excel, ja patrzę w bank, księgowa — w swoją tabelkę. Trzy źródła i żadnemu nie wierzę”.

Za każdym z tych zdań kryje się to samo: firmę liczy się obrotem i liczbą zleceń, a nie marżą na zamówieniach, klientach i kurierach. Gdy tylko rozłożysz liczby, obraz robi się aż niewygodnie jasny.

Jak Dmytro zrobił porządek

Punkt przełomowy był banalny: kolejna luka gotówkowa, gdy na koncie 12 000 ₴, a jutro wypłacać kurierom 60 000. Klienci przy tym winni ponad 200 000 w odroczonej płatności. Dmytro usiadł i zrozumiał: nie jest bankrutem — po prostu nie widzi własnych pieniędzy. Potrzebuje nie „więcej zamówień”, tylko porządku w finansach, żeby widzieć, dokąd codziennie idą pieniądze.

Tak trafił do Finmap. Zadanie postawił proste: widzieć realny zysk na każdym kliencie i kierunku, trzymać pod kontrolą należności i z wyprzedzeniem wiedzieć, kiedy nastąpi luka gotówkowa. Konfiguracja zajęła nie tydzień, a parę wieczorów.

  • Integracja z bankiem i autoimport. Wyciągi z kont zaciągają się same, transakcji nie trzeba wbijać ręcznie. Wieczorny Excel dyspozytora stał się zbędny.
  • Przychody wg klientów i kierunków. Każda płatność jest oznaczona: który klient, jaki typ dostawy (restauracje / apteki / sklepy internetowe / jednorazowe prywatne). Teraz widać rentowność każdego kierunku, a nie tylko „ogólny obrót”.
  • Koszty bezpośrednie osobno. Płace kurierów, paliwo, naprawy i części — w osobnych kategoriach. Marża liczy się sama, a P&L składa się bez księgowej.
  • Należności pod kontrolą. Kto ile jest winien i kiedy termin płatności — na widoku. Dmytro przestał „zapominać” przypomnieć klientowi o rachunku.
  • Kalendarz płatności. Pensje kurierów, paliwo, podatki, czynsz — rozłożone z wyprzedzeniem. Lukę gotówkową widać teraz na dwa tygodnie przed jej wystąpieniem, a nie w dzień wypłaty.

Osobno Dmytro docenił to, że Finmap pokazuje wszystko językiem właściciela, a nie księgowej: nie „saldo na koncie”, tylko „ten klient daje 18% marży, a ten — 3%”. I że doradca AI sam podświetla dziwne rzeczy: „koszty paliwa wzrosły o 22%, a liczba dostaw — tylko o 6%”.

Nie brakowało mi zamówień. Brakowało mi jednej uczciwej liczby — ile zarabiam na każdej dostawie. Gdy tylko ją zobaczyłem, połowa decyzji stała się oczywista.

Finanse teraz

Przez trzy miesiące z Finmap Dmytro nie dodał ani jednego nowego dużego klienta — przeciwnie, z dwóch najbardziej stratnych zrezygnował. A zysk netto przy tym samym obrocie wzrósł prawie trzykrotnie. Oto co się zmieniło.

WskaźnikPrzed FinmapPo 3 miesiącach
Zysk z zamówienialiczył „na oko”widoczny wg klienta i dzielnicy
Luki gotówkowe2–3 razy w miesiącuwidoczne z wyprzedzeniem w kalendarzu
Należnościponad 200 000 ₴ „wisiało”spadły prawie o połowę
Zysk netto / mies.~38 000 ₴~96 000 ₴

Jak tego dokonał? Zlikwidował dwa kierunki, które stale przynosiły minus — dalekie pojedyncze dostawy za granicą miasta i jednego klienta, który wyrywał nierealny rabat. Przeniósł kurierów na hybrydowy model płacy z dodatkiem za dalekie adresy. Dopasował grafik do szczytów. I zaczął wystawiać rachunki klientom firmowym od razu, a nie „na koniec miesiąca, jak sobie przypomnę” — należności spadły prawie o połowę.

Wniosek dla przedsiębiorców. W dostawie zysk chowa się nie w liczbie zamówień, tylko w gęstości trasy i w tym, komu i na jakich warunkach wozisz. Dwie firmy o tym samym obrocie mogą różnić się zyskiem netto trzy–cztery razy — a cała różnica polega na tym, że jedna widzi swoją marżę z zamówienia, a druga patrzy tylko na obrót.

Rady na koniec

  • Przypisuj każdej dostawie klienta, typ i dzielnicę — od pierwszego dnia, to kwestia sekund.
  • Licz marżę jednej dostawy, a nie obrót. Obrót cię zwodzi.
  • Wliczaj zużycie pojazdu w koszt własny, a nie tylko benzynę.
  • Patrz na gęstość trasy — dostaw na godzinę i na wyjazd, a nie gołą liczbę.
  • Prowadź należności osobno i wystawiaj rachunki od razu, a nie „na koniec miesiąca”.
  • Raz w miesiącu patrz na rentowność każdego klienta, a nie tylko na ogólny zysk.

Pieniądze nigdzie nie znikają — po prostu ich nie widzisz

Pieniądze w firmie kurierskiej nie parują. Rozpuszczają się między zamówieniami, kurierami, paliwem i należnościami, dopóki patrzysz na jeden ogólny obrót i saldo na koncie. Gdy tylko rozłożysz je wg marży, staje się jasne, co żywi biznes, a co jedynie pali benzynę i tworzy iluzję wzrostu.

Nie potrzebujesz więcej zamówień. Potrzebujesz widzieć, która dostawa, który klient i który kurier naprawdę przynoszą pieniądze — i zrobić porządek w finansach, w którym widać to codziennie, a nie raz na kwartał na chybił trafił.

Spróbuj spojrzeć na swoją firmę po nowemu — a już w pierwszym miesiącu zobaczysz, które zamówienia cię żywią, a które po cichu dojadają.

Spis treści
Sprawdź stan systemu finansowego swojej firmy
Zamów diagnostykę finansową
Olena Smolikova
Olena Smolikova
Financial expert at Finmap
  • Head of Finance Department, Beauty Hub Ltd (2020–2024).
  • Head of Management Accounting and Budgeting, Intime LLC (2016–2020).
  • Senior Economist, EdYouGet LLC (2015–2016).
  • Economist with responsibilities of Deputy CFO, Ukrainian Media Holding (2008–2015).

Polecane dla przedsiębiorców

Najczęstsze pytania

Jak policzyć zysk z jednej dostawy?

Weź cenę, którą zapłacił klient, i odejmij bezpośrednie koszty właśnie tej dostawy: płacę dla kuriera, paliwo na wyjazd i udział zużycia pojazdu. To, co zostanie, to marża dostawy. Dalej patrz na nią nie na pojedynczym zamówieniu, lecz średnio wg klienta, dzielnicy i typu dostawy — tak widać, co żywi, a co przynosi stratę.

Uniwersalnej odpowiedzi nie ma, jest odpowiedź dla twoich liczb. Płaca akordowa opłaca się przy nierównym strumieniu i pcha do zgarniania bliskich zamówień; stawka — przy gęstym, równomiernym strumieniu, ale bije po kasie za przestój. Często najlepiej działa hybryda: niewielka stawka za wyjście plus płaca od zamówienia i dodatek za dalekie adresy. Policz marżę osobno dla każdego modelu, zanim wybierzesz.

Pamiętaj, że płatność odroczona to twoje zamrożone pieniądze, a nie „klient kiedyś zapłaci”. Prowadź należności osobno: kto ile jest winien i kiedy termin. Wystawiaj rachunki od razu, a nie na koniec miesiąca, i stawiaj realistyczne terminy płatności. Inaczej wpadniesz w sytuację „zysk jest, a pieniędzy nie ma”.

Policz, ile rocznie idzie na opony, łańcuch, hamulce, olej i naprawy, podziel przez liczbę dostaw w roku — dostaniesz umowną kwotę zużycia na jedno zamówienie. Wliczaj ją w koszt własny dostawy i odkładaj co miesiąc. Wtedy naprawa przestanie być „niespodzianką”, a marża stanie się uczciwa.

W zasadzie parę wieczorów: podłączyć bank do autoimportu, dodać klientów, kierunki i kategorie kosztów (kurierzy, paliwo, naprawy). Dalej to sekundy na każdej operacji. Już w pierwszym miesiącu zobaczysz zysk wg klientów i kierunków i będziesz podejmować decyzje na liczbach, a nie na wyczuciu.

Masz jeszcze pytania?
Chętnie na nie odpowiemy.
WhatsApp
Telegram
Finmap
Finmap support

Pieniądze nie znikają. Po prostu ich nie widzisz.

Zamów osobistą diagnostykę finansową lub demo Finmap — i spójrz na swój biznes z nowej perspektywy.

Zadaj pytanie ekspertowi Finmap